|
Legenda o łękuckim drzewie Dawno temu, choć nie tak dawno, jak chcielibyśmy to sobie wyobrażać, u początków XVIII wieku stał w Łękuku zadbany drewniany dwór obsadzany lipową aleją. Mieszkał tu panicz piękny i odważny - zapalony myśliwy. Fritz mu było na imię. Puszcza była jego łowieckim rajem. Lasy, bujnie porastające brzegi puszczańskich jezior, pełne były dzikiej zwierzyny...i niezbadanych tajemnic, o których prawili od zawsze najstarsi mieszkańcy tej ziemi. A to że w jeziorze Łaźno królestwo podwodne istnieje, z władcą ponurym i okrutnym uprowadzającym w toń wody zbłąkane dziewczęta, a to znów o nimfach - córkach cara Łaśmiad, które nocą tylko na ląd wychodzą, gdyż ich nieziemskiej urody przed okiem ludzkim strzeże zakaz zazdrosnego ojca.Coś w tym bajaniu być musiało, choć nie ostał się przy życiu nikt, kto by o takim spotkaniu zaświadczył. Pewnego razu Fritz polując na jelenia zapędził się w otchłanie puszczańskie tak daleko, że stanął oko w oko z samym niedźwiedziem. Nieustraszony - wypalił do zwierza. Strzał był celny, jednak rozjuszony bólem zwierz ciężko ranił myśliwego. Jakim cudem Fritz przeżyć zdołał w leśnych ostępach i jak to się stało, że po kilku dniach opatrzony i nakarmiony zjawił się we dworze, nikt nigdy się nie dowiedział. Jedno stało się jasne dla wszystkich - Fritz się zakochał. Stał się zadumany, rozmarzony, wieczorami wymykał się z domu i to wcale nie z nieodłączną dotąd dwururką... Widywano go najczęściej spacerującego brzegiem łękuckiego jeziora w stronę starego wiązu, gdzie stawał jakby wyczekując spotkania. Rybak z Rogu opowiadał po wsi, że podczas nocnego połowu widział Fritza pod owym wiązem w towarzystwie przepięknej dziewczyny. Lecz kim była? Dlaczego nigdy nie zjawiła się w domu Fritza? Dlaczego nigdy nie widziano ich w kościele?
Wkrótce Fritz zmienił się całkowicie - pochmurny, jakby obłąkany, odsunął się od ludzi. Teraz swe kroki kierował ku niewielkiemu jeziorku w lesie za dworem, gdzie godzinami przesiadywał, nasłuchując...wiatru? śpiewu ptaków? Wpatrywał się w smukłe drzewo nad brzegiem, którego wiotkie, jakby płaczące gałęzie, korzenie i cała sylwetka wyciągały się w stronę łękuckiego dworu...
W chatce starej zielarki, żyjącej samotnie na skraju puszczy, można było przy odrobinie szczęścia posłyszeć inną wersję tej opowieści, wyjaśniającą, co naprawdę kryło się za tą historią. Jeśli i Ty chcesz ją usłyszeć, odwiedź łękuckie wzgórze. Jeśli uda Ci się stąd dotrzeć (po znakach) do lasu z leśnym jeziorkiem, może zaczarowane drzewo samo opowie Ci swoją tajemnicę. Koniecznie też trzeba zabrać bliską sercu osobę na romantyczny spacer pod stary wiąz. |

Dawno temu, choć nie tak dawno, jak chcielibyśmy to sobie wyobrażać, u początków XVIII wieku stał w Łękuku zadbany drewniany dwór obsadzany lipową aleją. Mieszkał tu panicz piękny i odważny - zapalony myśliwy. Fritz mu było na imię. Puszcza była jego łowieckim rajem. Lasy, bujnie porastające brzegi puszczańskich jezior, pełne były dzikiej zwierzyny...i niezbadanych tajemnic, o których prawili od zawsze najstarsi mieszkańcy tej ziemi. A to że w jeziorze Łaźno królestwo podwodne istnieje, z władcą ponurym i okrutnym uprowadzającym w toń wody zbłąkane dziewczęta, a to znów o nimfach - córkach cara Łaśmiad, które nocą tylko na ląd wychodzą, gdyż ich nieziemskiej urody przed okiem ludzkim strzeże zakaz zazdrosnego ojca.
Pewnego razu Fritz polując na jelenia zapędził się w otchłanie puszczańskie tak daleko, że stanął oko w oko z samym niedźwiedziem. Nieustraszony - wypalił do zwierza. Strzał był celny, jednak rozjuszony bólem zwierz ciężko ranił myśliwego. Jakim cudem Fritz przeżyć zdołał w leśnych ostępach i jak to się stało, że po kilku dniach opatrzony i nakarmiony zjawił się we dworze, nikt nigdy się nie dowiedział. Jedno stało się jasne dla wszystkich - Fritz się zakochał. Stał się zadumany, rozmarzony, wieczorami wymykał się z domu i to wcale nie z nieodłączną dotąd dwururką... Widywano go najczęściej spacerującego brzegiem łękuckiego jeziora w stronę starego wiązu, gdzie stawał jakby wyczekując spotkania. Rybak z Rogu opowiadał po wsi, że podczas nocnego połowu widział Fritza pod owym wiązem w towarzystwie przepięknej dziewczyny. Lecz kim była? Dlaczego nigdy nie zjawiła się w domu Fritza? Dlaczego nigdy nie widziano ich w kościele?
Wkrótce Fritz zmienił się całkowicie - pochmurny, jakby obłąkany, odsunął się od ludzi. Teraz swe kroki kierował ku niewielkiemu jeziorku w lesie za dworem, gdzie godzinami przesiadywał, nasłuchując...wiatru? śpiewu ptaków? Wpatrywał się w smukłe drzewo nad brzegiem, którego wiotkie, jakby płaczące gałęzie, korzenie i cała sylwetka wyciągały się w stronę łękuckiego dworu...