|
WSPOMNIENIA Z ŁĘKUKA
Eva i Fritz Räntsch, 1955Adaptacja: Erwin Gillert Tłumaczenie: Krzysztof Przyłucki Fritz Räntsch, podporucznik w II regimencie pułku huzarów gwardii przybocznej Królowej Prus Wiktorii, wraz ze swoją młodą żoną stał na peronie i czekał na odjazd pociągu. Wziął wtedy Ewę pod rękę, by wraz z nią podejść do lokomotywy i sprawdzić, jaki ma numer. Czy była w tym numerze szczęśliwa liczba 22? "22" odgrywała bowiem w życiu Ewy Räntsch wielką rolę - tego dnia się urodziła, w 22. dniu miesiąca pojawił się też w jej życiu Fritz, który w ten sposób również znalazł się w kręgu oddziaływania tej magicznej dla niej liczby. Na lokomotywie widniał numer 22, więc z nadzieją w sercu ruszyli na południe, na spotkanie nowej ojczyzny. Punktem startowym tej wyprawy na południe, na Mazury, był Königsberg. Poszukiwania nowego majątku po sprzedaży dóbr szlacheckich Breitenstein w Uckermarku, w których warunki glebowe po przeprowadzonej przez Państwo melioracji bagien Randow znacznie się pogorszyły, zakończyły się sukcesem. Wybór padł na majątek Łękuk Mały w powiecie Giżycko, wystawiony na sprzedaż przez poprzedniego właściciela Carla Picha. Decydujące negocjacje miały się odbyć 13 lipca w Giżycku. Na spotkaniu był obecny adwokat hrabiego Eulenburg-Prassen. Potwierdził on, że hipoteka, jaką obciążony był majątek na rzecz hrabiego, nie musi być spłacona przed transakcją. W Leksykonie gmin z 1913r. majątek ten figurował jako "Majątek Łękuk Mały z folwarkiem Róg (Rhog) na prawie chełmińskim, należący do gminy Róg". Powierzchnia całego majątku, obejmującego również dwie cegielnie, wynosiła 442,7 ha. Wieczorem w dniu zakupu Łękuka Małego Ewa i Fritz Räntsch poszli wzdłuż jeziora na Krzyż Brunona. Siedzieli na ławce pod krzyżem trzymając się za ręce, patrzyli na rozciągające się przed nimi w dal jezioro Niegocin, aż do Grajewskiej Kępy, i byli zdecydowani razem stawić czoło wszystkiemu, co przyniesie im przyszłość. A potem był pierwszy dzień w Łękuku! Najpierw pojechali pociągiem do Kruklanek, gdzie trzeba było się przesiąść w pociąg do Marggrabowej (Olecko) i wysiąść w Orłowie. Tam już czekał na nich powóz z Łękuka. Dworzec w Orłowie leżał na terenie majątku, a po przeciwnej stronie torów znajdował się jeszcze należący do majątku lasek. W Orłowie nowi właściciele zamieszkali u kupca Ludwiga Brinka. Dysponował on paroma pokojami gościnnymi dla kupców uczestniczących w aukcjach drewna, które organizował u niego inspektor Puszczy Boreckiej. Kupcy ściągali na nie nawet z Rzeszy. Jakże tam pachniało! Wszelkimi towarami: kawą, śledziami, naftą, skórą, wyrobami z konopi... Kupiec, człowiek zamożny, musiał przecież dogodzić wszelkim wymaganiom. Łękuk oczarował ich od pierwszego wejrzenia. Gdy jechało się od strony Orłowa, teren z wolna się podnosił. W oddali widać było Szeskie Wzgórza, za którymi leżała Gołdap, a poniżej rozciągało się jezioro Łękuk. Później jechało się przez parów, który zimą należało omijać (bo żaden szanujący się Mazur nie jeździ zimą, w śniegu, przez wąwóz), a potem w dół, gdzie znajdował się wjazd do majątku. Majątek leżał na skraju jeziora, za którym rozciągał się wysoki las. Podwórzec majątku opadał w stronę jeziora, zaś dwór stał na wzniesieniu. Był to podpiwniczony, wygodny budynek, z dużym salonem w jego centrum, w którym stał okrągły stół pokaźnych rozmiarów. Z zewnątrz obity zachodzącymi na siebie deskami, które chroniły go przed mroźnymi mazurskimi zimami. Jak wynika z dokumentów, Łękuk Mały był majątkiem założonym na prawie chełmińskim (Köllmisches Gut). Nie jest to określenie zbyt znane. Proboszcz Jungius z Orłowa wyjaśnił później nowym właścicielom, że pochodzi ono jeszcze z okresu osadnictwa krzyżackiego na tych terenach. Ze wszystkich części Niemiec ściągano wówczas mieszczan i chłopów na wschód. Tych chłopów-osiedleńców zwano "Koellmer". Karczowali oni las i zamieniali go w wartościową ziemię orną. Mieli podobny status jak wolni właściciele majątków (Freigutsbesitzer) w środkowych Niemczech, jednak czasami byli powoływani w szeregi rycerstwa, nie mając jednak pozostałych praw przynależnych szlachcie. Gdy po klęsce Zakonu pod Grunwaldem w 1410 r. napływ osiedleńców z Rzeszy ustał, na południu zaczęli się osiedlać słowiańscy Mazowszanie. W czasach Reformacji przeszli oni na protestantyzm i stali się Prusakami Wschodnimi, zachowując jednak swój język.
Ziemia w Łękuku była tzw. "ziemią 24-godzinną". Jeśli nie zrobiło się orki lub siewu w ściśle określonym czasie, twardniała i ziarno nie wschodziło. Z tego też powodu używało się stosunkowo silnego zaprzęgu. Do tego teren był pagórkowaty. Przy dużych opadach warstwa orna gleby była spłukiwana ze wzniesień, a na niektórych pagórkach pozostawała tylko czerwona glina. Zboże rosło więc nierównomiernie. Trzeba było nauczyć się tej ziemi i na początku pogodzić się z porażkami. Najtrudniejsze w uprawie fragmenty zostały później zamienione w łąki. Pastwisko dla źrebiąt znajdowało się bezpośrednio przy majątku. Bydło pasło się wzdłuż jez. Łękuk. Było tam łagodne zejście z pastwiska do wody. Zwierzaki korzystały z niego, by się napić, a gdy było bardzo gorąco, chętnie wchodziły do jeziora, by się ochłodzić. Majątek Łękuk obejmował 1600 mórg - ziemi ornej, łąk i pastwisk. Niezwykłe były wilgotne parowy, w których rosło mnóstwo trawy i innych roślin. Panią Raentsch zachwyciła trzmielina, której dotychczas, na Zachodzie, w zasadzie nie spotkała. W porze jej kwitnienia ścinała gałązki i ustawiała w skromnym wazonie na fortepianie. Uwagę zwracało też dużo dzikich drzew owocowych wzdłuż dróg. Ponieważ w domowym ogrodzie sporo drzew owocowych ścięto, zrywano dzikie wiśnie, by gotować z nich całe garnki znakomitych powideł wiśniowych. Z jabłoni płonki przyrządzano ciemnoczerwoną galaretkę. Mimo wszystkich trosk, które przyniosła wojna i atak Rosjan, cała rodzina przeżyła tu szczęśliwe lato, aż przyszła jesień. Wszyscy byli młodzi i pełni nadziei; dzieci (2- i 4-letnie) były zdrowe i biegały dookoła nago jak w raju. Latem członkowie rodziny kąpali się na sekretnej plaży, szczęśliwi jak pierwsi ludzie na Ziemi. Jezioro zamieszkiwały łyski i nury. Na powierzchni wody w ogromnych ilościach pływały białe i żółte grążele. Grążele oraz inna roślina wodna (zielona, po cichu zanurzająca i znowu wynurzająca się z wody) to znak, że w tej części jezioro może wkrótce całkowicie zarosnąć i zmienić się w ląd. Na brzegu rosło sitowie i trzcinnik Jeziora i lasy należały do Urzędu Leśnego w Gąbinie (Gumbinnen, obecnie Gusiew - Rosja), który je dzierżawił. Nie przeszkadzało to jednak dorosłym ani dzieciom w łowieniu raków, które ukrywały się na płyciznach pod kamieniami. Zaraza, która zaatakowała raki również w mazurskich jeziorach, zdziesiątkowała je. Teraz jednak zagrożenie minęło. Wspaniałym widowiskiem był połów raków w świetle pochodni. Z jeziorem Łękuk połączonych było sporo rowów. W rowy te szczupaki wpływały na tarło, gdzie stawały się łatwym łupem mieszkańców i pracowników majątku. Ryb było mnóstwo: szczupaki, liny, karasie, płotki. W zimie wyrąbywano w lodzie przeręble, by zapewnić rybom dopływ powietrza. Oznaczano je gałęziami. Ryby były tanie i można je było kupić w dowolnej ilości. Dzierżawcami jeziora byli rybacy łowiący na jeziorze Gawlik. Prawdziwym przysmakiem była zupa rybna z koprem zaprawiona kwaśną śmietaną. U Wuestenbergów p. Raentsch jadła pierwszego olbrzymiego szczupaka, naszpikowanego słoniną, pieczonego i podanego w śmietanie. Był też comber sarni w śmietanie -- a wszystko to podczas wojny. Typowe dania z Prus Wschodnich to: barszcz czerwony, szczawiowa podawana z grochem na szaro. Barszcz był zabielany śmietaną, a do tego podawano puree ziemniaczane ze skwarkami. Z reguły nie kupowano świeżego mięsa - wystarczało własne, a do tego dziczyzna, drób i ryby. Często w majątku było też świeże mięso, które zresztą wcale nie cieszyło się wielkim powodzeniem. Chodziło bowiem o zaledwie kilkudniowe byczki. Zabijano je, pozostawiając do dalszej hodowli tylko jałówki. Hodowla i sprzedaż byków nie opłacała się - zysk był zbyt mały w stosunku do ponoszonych kosztów. Mleko dostarczano do mleczarni w Orłowie. Produkowano tam znakomity ser pełnotłusty, także w czasach największego głodu. Jednak również w Łękuku robiło się masło i odtłuszczało mleko, bo dla prosiąt potrzebne było chude mleko. W kuchni nigdy nie odtłuszczano jednak mleka tak dokładnie jak w mleczarni; nigdy też nie produkowano ze śmietany tak dużo masła. Jednak wykorzystywanie dobrego chudego mleka i maślanki w hodowli było pośrednio opłacalne.
Często w Łękuku zjawiali się niezapowiedziani goście. Pieczono wówczas szybko gofry; najczęściej trzeba było jeszcze najpierw zrobić masło. Jeśli śmietana miała odpowiednią temperaturę, szło to bardzo szybko.
Jesienią 1921r. rozpoczęto budowę szklarni. Była nieduża, ale za to ile dawała frajdy! Wchodziło się do niej z piwnicy dworu; była też podłączona do centralnego ogrzewania. Rosły tam fiołki alpejskie, prymulki, chryzantemy, a gdy na zewnątrz leżał jeszcze śnieg, w środku już czerwieniły się poziomki posadzone jesienią w pojemnikach. Ogromną przyjemność dawał gospodyni ogród - jego założenie i rozszerzanie. Stare lipy, które wcześniej rosły na jego krańcach, zostały ścięte przez Rosjan. Teraz zajęto znajdujący się za nimi teren pomiędzy drogą do Lipowa i jeziorem. Na końcu tego terenu leżał zaczarowany staw z żółtymi kosaćcami, otoczony laskiem, który na wilgotnej glebie miał się doskonale. Od strony dworu teren ogrodu stopniowo opadał w dół. Najpierw szło się wzdłuż wysokiego brzegu, przechodząc stopniowo w najdalsze części ogrodu. W holsztyńskim Halstenbeku zamówiono cały wagon roślin i nie odnotowano prawie żadnych strat. Olsztyński ogrodnik miejski Heidenreich przełożył sugestie gospodarzy na rysunki, zgodnie z którymi założono ogród i zasadzono rośliny. Z tyłu magazynu znajdował się stary warzywnik, założony na dobrej, czarnej ziemi. Zanim zatrudniono ogrodnika, praca w nim należała do ulubionych zajęć gospodyni. Czy może być coś piękniejszego, niż dotykanie i uprawianie Matki Ziemi? Później ustawiono ule - nie drewniane skrzynki, ale prawdziwe plecione kószki. Obserwowanie pszczół dawało wiele radości. [ ] W starym ogrodzie znajdowała się bardzo stara, ogromna lipa - widoczna z wielu kilometrów od strony Wydmin. Mieszkało w niej wiele dzikich pszczół. Podczas I wojny światowej Rosjanie próbowali się dowiercić do ich miodu. Już w 1923r. ciężkie w uprawie części folwarku Róg zostały sprzedane Richardowi Demussowi z Wydmin, który zajmował się handlem bydłem. Gdy w lutym 1924r. Eva Räntsch wróciła od swoich rodziców z Hanoweru, mąż powiedział jej, że rozmawia na temat sprzedaży Łękuka Małego z p. Grambergiem z Pozezdrza, najbardziej znanym i pracowitym posiadaczem ziemskim w okręgu węgorzewskim, który należał również do kręgu ich znajomych. W styczniu 1924r. Fritz Räntsch odziedziczył po ojcu posiadłość Schlachtensee w okolicach Berlina. Gramberg zaś chciał pozyskać majątek dla swojego pierworodnego syna Richarda, który sprzedał mniejszą posiadłość w okolicach Kętrzyna. Transakcja doszła do skutku.
Latem 1924r. rodzina Räntsch opuściła Łękuk. Ogrodnik Rschminski ze łzami w oczach wręczył właścicielce ostatni, wspaniały bukiet. Chwilę potem samochód ruszył w drogę. W 1926r. Eva Räntsch przyjechała do Pietrasz. Uwolniona od codziennych rolniczych trosk, po raz ostatni zobaczyła Mazury - w całej ich porywającej krasie i wyjątkowości. |

Eva i Fritz Räntsch, 1955
Jak wynika z dokumentów, Łękuk Mały był majątkiem założonym na prawie chełmińskim (Köllmisches Gut). Nie jest to określenie zbyt znane. Proboszcz Jungius z Orłowa wyjaśnił później nowym właścicielom, że pochodzi ono jeszcze z okresu osadnictwa krzyżackiego na tych terenach. Ze wszystkich części Niemiec ściągano wówczas mieszczan i chłopów na wschód. Tych chłopów-osiedleńców zwano "Koellmer". Karczowali oni las i zamieniali go w wartościową ziemię orną. Mieli podobny status jak wolni właściciele majątków (Freigutsbesitzer) w środkowych Niemczech, jednak czasami byli powoływani w szeregi rycerstwa, nie mając jednak pozostałych praw przynależnych szlachcie. Gdy po klęsce Zakonu pod Grunwaldem w 1410 r. napływ osiedleńców z Rzeszy ustał, na południu zaczęli się osiedlać słowiańscy Mazowszanie. W czasach Reformacji przeszli oni na protestantyzm i stali się Prusakami Wschodnimi, zachowując jednak swój język.
Często w Łękuku zjawiali się niezapowiedziani goście. Pieczono wówczas szybko gofry; najczęściej trzeba było jeszcze najpierw zrobić masło. Jeśli śmietana miała odpowiednią temperaturę, szło to bardzo szybko.
Już w 1923r. ciężkie w uprawie części folwarku Róg zostały sprzedane Richardowi Demussowi z Wydmin, który zajmował się handlem bydłem. Gdy w lutym 1924r. Eva Räntsch wróciła od swoich rodziców z Hanoweru, mąż powiedział jej, że rozmawia na temat sprzedaży Łękuka Małego z p. Grambergiem z Pozezdrza, najbardziej znanym i pracowitym posiadaczem ziemskim w okręgu węgorzewskim, który należał również do kręgu ich znajomych. W styczniu 1924r. Fritz Räntsch odziedziczył po ojcu posiadłość Schlachtensee w okolicach Berlina. Gramberg zaś chciał pozyskać majątek dla swojego pierworodnego syna Richarda, który sprzedał mniejszą posiadłość w okolicach Kętrzyna. Transakcja doszła do skutku.